Śmieszna historia

Prawo Murphy’ego, a przede wszystkim prawo małych dzieci do chorowania, zadziała zawsze w najmniej odpowiednim dla ich matki momencie.

Tydzień, dwa, tuż przed rozpoczęciem właściwych działań projektu – to zawsze oznacza gorączkowe przygotowanie. Wypełnienie dokumentów, umów, ostatnie zakupy, faktury, taki papierowy zawrót głowy. Na dodatek w przypadku naszego projektu dla mnie to praca po godzinach „dziennej” pracy.

No i akurat ten tydzień to jest idealny moment na to, żeby moje dzieci złapały ospę wietrzną. W przedszkolu krąży ona mniej więcej od początku roku, a na pewno od początku wiosny, ale moje maluchy musiały zacząć przypominać biedroneczki akurat teraz.

Nie myślcie, że im nie współczuję. Oczywiście że tak. Jestem na posterunku 24 godziny, smaruję krosteczki i schładzam rozgorączkowane czółka. I tylko jak śpią, klnę cichutko pod nosem, delegując na koleżanki kolejne zadania.

Część zakupów na przykład może zrobić Ola, nasza trenerka. Już może, bo jej dzieci w tym tygodniu do przedszkola wróciły. Po tym jak przez półtora tygodnia walczyli z ospą, a potem jej powikłaniami. Ola uroczyście przekazała mi „pałeczkę chorowitka”. Mając świeżo w pamięci, jak ją wspomagałam w pracy, gdy sama nie wychodziła z domu, bez mrugnięcia okiem obiecała się odwdzięczyć. I z błyskiem humoru w oku powiedziała mi, żebym nie rozpaczała z powodu planów, które miałam, bo: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach”.

Więc nie planuję. Mam tylko nadzieję, że jutro, na pierwszym warsztacie „Mama wraca do pracy?!” wszystko pójdzie zgodnie… Nie – zgodnie z planem. Zgodnie z moimi cichymi życzeniami 😉



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *